|
Anita Werner

fot. tvnfakty.pl
|
Od momentu, kiedy stała się osobą publiczną, wielu ludzi nurtuje pytanie: jaka
jest właściwie Anita Werner. Na ekranach telewizorów dała się poznać jako chłodna
profesjonalistka, prywatnie zaś uchodzi za wrażliwą, delikatną i ciepłą osobę.
Opinie internautów różnią się skrajnie. Od totalnej krytyki po skrajne uwielbienie.
Krytykowano ją za stosowanie zbyt dużej ilości żelu do włosów, brak uśmiechu i
suche przekazywanie faktów, co ciekawe chwalono dokładnie za to samo Oczywiście
największe pochwały zebrała za swój niezwykły profesjonalizm, doceniano piękny
radiowy głos i niekonwencjonalny image. A więc jaka jest naprawdę?
Wczoraj:
|
|
Anita z tatą (28 lat temu)
fot. tvnfakty.pl
|
Anita Werner przyszła na świat 28 marca 1978 roku w Łodzi. Jest córką Bożenny
(z wykształcenia inżynier) i Jerzego Werner (z wykształcenia inżynier, ekspert
od samochodów). Łódzkie Bałuty, blok przy ulicy Klonowej, z tym miejscem wiążą
się dzieciństwo i wczesna młodość Anity: "Byłam wychowywana w świecie bez
zawiści, wzajemnych złośliwości i podkładania świń. Musiałam się przystosowywać
do świata, w którym teraz żyję. Naprawdę ciężko dostać się spod domowego klosza
w miejsce, gdzie raz na jakiś czas kopie cię prąd".
Kiedy miała 5 lat, przyszedł na świat jej brat, jest to jej pierwsze i
najważniejsze wspomnienie z dzieciństwa. Bardzo wcześnie zaczęła pisać wiersze,
co czyni do tej pory: "pisząc pozbywam się złych myśli. To forma rozmowy.
Pozwala mi to leczyć moje zmęczone ego". Dzieciństwo było dla niej, jak sama
mówi, czasem bardzo wytężonej pracy: "Oprócz tego, że - jak wszyscy moi
rówieśnicy - chodziłam do szkoły podstawowej, skończyłam też Szkołę Muzyczną
w klasie fortepianu, tańczyłam w zespole jazzowym, śpiewałam (Anita występowała
na niemalże wszystkich szkolnych akademiach!) i trenowałam tenisa ziemnego".
Poza tym warto dodać, iż otrzymywała świadectwa z czerwonym paskiem, szkołę
muzyczną ukończyła z wyróżnieniem, lekcje języka angielskiego uwieńczone
zostały egzaminem First Certyficate, zdanym na najwyższą notę: A..
Jak każda nastolatka, miała swojego idola. Był nim wokalista
grupy Modern Talking, Thomas Anders: "Dostawałam szału, ilekroć widziałam go
w telewizji".
Po ukończeniu szkoły podstawowej, przyszedł czas na kolejny etap w edukacji.
Wybór padł na Liceum Ogólnokształcące. Od 1996 roku Anita jest absolwentką I
LO im. Mikołaja Kopernika w Łodzi. Jeszcze na początku liceum, przyszłość
planowała związać z motoryzacją i studiować na wydziale mechanicznym na
Politechnice Łódzkiej. Anita wyjaśnia: " Po ojcu i dziadku mam "w genach"
motoryzację. Dziadek Jerzy był współkonstruktorem Stara, a ja zawsze bardzo
chciałam prowadzić z tatą, też Jerzym, firmę motoryzacyjną. Pomysł uznała
jednak za zły, gdy jako uczennica klasy matematyczno-fizycznej, zorientowała
się, że nie jest tak łatwo o dobre oceny z fizyki".
Obdarzona przez naturę 182 centymetrami wzrostu, długimi nogami i wyrazistą
urodą postanowiła zasmakować przygody z show-biznessem, została modelką.
Wszystko jak zwykle odbywało się pod czujną opieką i kontrolą rodziców.
Pojawiła się na sesji zdjęciowej w Pałacu Herbsta, co zaowocowało propozycją
wyjazdu na Wyspy Kanaryjskie z agencją Moda Forte. Rodzice długo zastanawiali
się nad tym, czy pozwolić córce na wyjazd. Ostatecznie zgodzili się, ale
najpierw organizator sesji został wzięty w ogień pytań. Ale i tej przygody
musiał nastąpić koniec, ponieważ: "Rodzice przyjęli sprytną taktykę - opowiada
Anita. - Nie zakazywali, tylko sprawiali, że ludzie, którzy coś ze mną robili,
mieli tego dość". Jak można się domyślić, Anita buntowała się. Często
wychodziła z domu, by uniknąć kłótni, ale zawsze wracała: "Oczywiście przed
zmrokiem, bo nie wolno mi było samej kręcić się po mieście, a ja zawsze
wiedziałam, co wypada, a czego nie".
W trzeciej klasie liceum zaczęła śpiewać z wrocławskim zespołem Mancu - "Anitka
kocha śpiew. I oszalała na tym punkcie - wspomina mama - Co piątek biegła na
pociąg do Wrocławia, studio wynajmowali na noc, w niedzielę wracała z
podpuchniętymi oczami, skonana. Byli dumni, gdy piosenką Z tobą wygrała w
1995 roku listę przebojów Radia Łódź, ale przygodę córki z show-biznesem
woleli zakończyć. - Powiedziałam tym panom, że Anita niedługo ma maturę.
I co usłyszałam? "Maturę można kupić". To już była przesada".
Warto wspomnieć również, że jako 17-latka zdobyła upragnione prawo jazdy.
Zważywszy na to, iż Anita "(...) od 16. roku życia miała swoje pieniądze
zarabiane na wybiegach, potem w filmach. - Rodzice chcieli je kontrolować,
radzić, jak mam je wydawać, ja się buntowałam. Szokiem dla rodziny było,
gdy przyprowadziła pod dom białe cinquecento. - To ze złości na tatę, bo nie
pożyczał mi swojego poloneza. Nadęłam się: Nie, to nie, sama sobie kupię".
|
|
W filmie "Słodko-gorzki"
fot. tvnfakty.pl
|
Nadal pozostajemy w roku 1996. Dla Anity był to czas przygotowań do matury.
Pewnego dnia, szukająca wrażeń dziewczyna, pojawiła się na jednym z castingów
do reklamówki, a nieoczekiwanie została zaproszona na próbne zdjęcia do filmu.
Uzyskała zgodę dyrektorki na miesięczne zwolnienie z lekcji: " Poszłam do pani
dyrektor z pismem z produkcji filmowej z prośbą o udzielenie przez nią zgody na
miesięczne zwolnienie z lekcji. Byłam bardzo spięta, a pani dyrektor przeczytała
pismo i krzyknęła: "Będziesz grać w filmie, jak cudownie!" i rzuciła mi się na
szyję. Dałam sobie radę z nauką, maturę zdałam dobrze". Jako 17-latka została
gwiazdą, kultowego już filmu, "Słodko-gorzki" w reż. Władysława Pasikowskiego.
Grała tam swoją rówieśnicę licealistkę (Paulinę Wrońską) obok takich znakomitości,
jak. Marek Kondrat, Bogusław Linda, czy Cezary Pazura.
O tym, jak wielki wpływ na dalsze decyzje Anity miała rola w filmie "Słodko-gorzki",
świadczy to, iż zdecydowała się, po zdaniu matury, zostać studentką łódzkiej filmówki.
I tak oto Anita w 2001 roku ukończyła Wydział Filologiczny na kierunku kulturoznawstwo,
specjalizacja filmoznawstwo na Uniwersytecie Łódzkim.
Kolejna przygoda filmowa Anity, to serial "Zostać miss". Grała tam drugoplanową
rolę: Anitę Borowską "Żyrafę" - studentkę wrocławskiej AWF, uczestniczkę konkursu
"Miss Wenus". Był to serial o młodych kobietach z ambicjami (ciekawostką może
być fakt, iż film emitowano w Polsacie, gdy w TVN24 prowadziła już na poważnie
polityczną publicystykę!) Widzowie mogli jednocześnie oglądać poważną prezenterkę
newsów ubraną po samą szyję i biegającą w dwuczęściowym kostiumie kąpielowym
początkującą studentkę. Ten epizod jednakże był ostatnim filmowym akcentem w
życiu: "Traktowałam to tylko w kategoriach przygody. Przygoda szybko się
skończyła, a ja uznałam, że nie mam czego szukać w tym zawodzie". I kontynuuje
w wywiadzie dla "Vivy": "Na planie filmowym czułam się wspaniale. Z czasem
jednak, kiedy emocje opadły, stwierdziłam, że inni robią to lepiej ode mnie i
że nie będę się pchać tam, gdzie nie jestem w stanie w pełni rozwinąć skrzydeł.
Bo inni są lepsi". Anita ma za sobą także dwa epizody: w filmie "Pan Twardowski"
( w reż. Krzysztofa Gradowskiego), i w 2000 roku w filmie "To my" (w reż.
Waldemara Szarka).
|
|
Sesja dla "Marie Claire".
fot. tvnfakty.pl
|
Rozpoczął się więc kolejny etap, także związany z telewizją. Kolega poinformował
Anitę, o naborze ludzi na stanowiska prowadzących do programów w Wizji Sport.
Jako dziewczyna, mająca tendencję do wygrywania castingów, dostała tę pracę.
Tematyka była jej bliska, bo od lat uprawiała różne dyscypliny sportu (gra w
tenisa, jazda na nartach, pływanie, uczestnictwo w rajdach samochodów terenowych
w Bieszczadach). Ale podobnie jak aktorstwo, to był tylko epizod. Przyszedł więc
czas na kolejny. Tym razem była to praca w telewizji TVN, gdzie prowadziła
program o nowoczesnych technologiach "Cyfra".
W końcu przeczytała w "Gazecie Wyborczej" ogłoszenie o naborze do pierwszego
polskiego kanału informacyjnego, postanowiła wysłać ofertę. "Egzaminem były
rozmowy z przyszłymi szefami. - wspomina Anita - Dali mi szansę, tak jak wielu
innym moim kolegom. Później, przez wiele miesięcy, zanim stacja wystartowała,
dzień w dzień odbywały się szkolenia. Uczono nas, jak czytać informacje, żeby
być zrozumianym, tysiące razy analizowaliśmy nagrane fragmenty tekstów,
wyłapywaliśmy błędy, poprawialiśmy samych siebie". Anita jako jedyna dostała
się do TVN24 z konkursu. I tak oto 1 sierpnia 2001 roku gwiazda narodziła się
po raz drugi. Anita wpisała się na stałe w historyczny moment na rynku medialnym,
kiedy to została współprowadzącą pierwszego serwisu informacyjnego TVN24 -
pierwszej całodobowej telewizji informacyjnej w Polsce. "Była tak dobra, że
pomimo małego doświadczenia to właśnie jej powierzyliśmy prowadzenie serwisu
podczas pierwszej emisji" - mówił Adam Pieczyński. Tak wspomina swój
debiut na łamach czasopisma "Press": "Mój debiut odbył się w dniu, w którym
wystartowała nasza stacja. Miałam akurat dyżur i jak zwykle czytałam serwis
informacyjny, myśląc, że to stutysięczna któraś próba. Nawet nie zauważyłam,
że jestem na antenie. Zdziwiło mnie tylko, że w studiu nagle zrobił się straszny
ruch. Pojawił się prezes TVN24, dyrektor programowy, tłum fotoreporterów,
mnóstwo gości. Dopiero po kilku minutach dotarło do mnie, że jestem na wizji".
Początkowo była jednocześnie reporterką i prezenterką serwisów, w czasie których
prowadzone były też rozmowy w studiu. Biorąc pod uwagę to, że program TVN24 nie
polega tylko na samych serwisach informacyjnych, ale znajduje się w nim także
miejsce na dział reportażu i różnego rodzaju magazyny, zaistniał w nim magazyn
"Styl", a Anita była pierwszą prowadzącą, emitowany wówczas w niedzielne
popołudnia w TVN program, który prezentuje wszystko to, co ma związek z luksusem
i elegancją. Wielu obserwatorów zarzucało twórcom, że program jest skierowany
zaledwie do 1 proc. bogatego i elitarnego społeczeństwa, ale Anita wyjaśnia:
"myślę, że nawet jeśli niektórych widzów nie stać na luksusowe rzeczy i tylko
o nich marzą, to miło jest na nie popatrzeć. Poza tym są w "Stylu" takie
rozwiązania, które opierają się na unikatowym pomyśle, a nie na cenie".
|
|
"Poranek TVN24"
fot. tvnfakty.pl
|
Z czasem Anita stała się prowadzącą "Poranka TVN24", przedpołudniowego magazynu
"24 godziny" i przeglądów prasy. I to właśnie tutaj dała się poznać jako urocza,
a jednocześnie chłodna profesjonalistka, która bardzo często, z kamiennym wyrazem
twarzy, przekazywała widzom dobre, ale częściej jednak złe informacje,
napływające z całego świata: "Komputer, kawa, pospieszne kartkowanie gazet,
za godzinę musi być gotowy przegląd prasy. Anita zakreśla markerem ważniejsze
artykuły i zerka na monitory z serwisem CNN i EuroNews. Sensacją dnia jest
egzekucja amerykańskiego biznesmena w Iraku. O 5.40 znika w charakteryzatorni,
wraca w obcisłym beżowym żakiecie ze stójką i gładko zaczesanymi włosami, o
których namiętnie dyskutują w internecie jej fani, kłócąc się, czy nie używa
za dużo żelu. W biegu jeszcze łyk kawy, koledzy mówią, że kiedyś przysnęła
podczas serwisu, na szczęście leciał właśnie felieton filmowy. Na pulpicie
prezentera monitor i klawiatura, przed Anitą prompter, czyli ekran wyświetlający
tekst, pod nogami dwa przyciski: jeden do uruchamiania promptera, drugi zmienia
plansze w przeglądzie prasy. Jeszcze mała poprawka w komentarzu, czujny rzut
oka w kamerę. Trzy sekundy, dwie, jedna, padają komendy realizatora.
"Anita Werner, witam państwa, zapraszam na Poranek TVN24..."
Wspaniale radziła sobie w sytuacjach "bojowych", wpisanych w naturę całodobowej
stacji informacyjnej, kiedy niestrudzenie komentowała rozgrywające się w kraju
i na świecie wydarzenia. Począwszy od konfliktów zbrojnych (inwazja wojsk
amerykańskich na Irak), poprzez krajowe wydarzenia sceny politycznej (rozpad
koalicji SLD-UP-PSL) a na atakach terrorystycznych skończywszy (wrześniowa
tragedia w Biesłanie). Tak Anita wspomina dzień rozpadu koalicji SLD-UP-PSL:
"Przez kilka godzin wiadomo było tylko, że się rozpadła, a przecież widzów
cały czas trzeba było informować! Łowiłam te informacje zewsząd, wszystkimi
zmysłami. Ktoś podpowiadał mi przez słuchawkę, ktoś inny donosił depesze, co
rusz zerkałam do komputera... Po wszystkim czułam się, jakbym jechała kolejką
górską!". Nie powinno więc dziwić uznanie szefów: "Prezenter serwisu musi
być cyborgiem - mówi Grzegorz Miecugow. Kiedy szukaliśmy nowych prowadzących,
kilku doświadczonych dziennikarzy nie wytrzymało napięcia, tempa tej pracy.
Przyznaje, że Anicie też nie dawał dużych szans. (...)Wystarczyło parę tygodni,
by zmienił zdanie. - Nigdy nie słyszałem od Anity: "Nie dam rady" albo
"Boję się". - Gdy rusza dziennik, prezenter jest ostatnią deską ratunku -
dodaje jeden z wydawców. - Jak coś się sypie, musi zagadać minutę ciszy.
Anita ma dużo w głowie, potrafi szyć z niczego i chce się jej słuchać" .
|
|
Podczas rajdów samochodowych.
fot. tvnfakty.pl
|
Mimo bardzo aktywnego trybu życia, Anita zawsze potrafi znaleźć czas na realizację
największej pasji swego życia, którą są rajdy samochodowe (często reprezentuje w
nich telewizję TVN w zawodach dziennikarskich). Uwielbia rajdy samochodami
terenowymi po polskich bezdrożach i szybką jazdę. Na rajdzie samochodowym,
cztery lata temu, poznała swego obecnego narzeczonego Eryka, dziennikarza
motoryzacyjnego. Tak powstała para-załoga. Wspólne wyprawy terenowe, amatorskie
rajdy. "Kiedyś ścigali się po leśnych drogach w Beskidach. - Na zakręcie
trochę mnie poniosło, szliśmy w poślizgu na stos drewna ustawiony na poboczu
i miałam chłód na plecach. Ale w ocenie Eryka "ratowanko było profesjonalne"
- opowiada i oczy jej błyszczą. To ich świat". Zdarza się, że to co przyjemne,
łączy się także z pożytecznym. Przykładem może być udział Anity w rajdzie
organizowanym przez "Gazetę" i firmę Autotraper - rajd samochodami terenowymi,
połączony z akcją charytatywną na rzecz noworodków ze szpitala im. Madurowicza.
Anita ma także na koncie zwycięstwo w III rundzie Rajdowych Samochodowych
Mistrzostw Polski Dziennikarzy w Dębicy. Wygrała Klasę otwartą i Puchar Pań na
Alfa Romeo 1.6 JTS, wzbudzając największe zainteresowanie kibiców.
Wracając zaś do tematu: mężczyźni w życiu Anity, warto wspomnieć, że gdy była
nastolatką rodzice często zmieniali numer telefonu, z uwagi na zbyt wielu
narzucających się wielbicieli. Ale opowieści, że była dziewczyną Pasikowskiego,
to plotka.
|
|
W programie "Mamy cię!"
fot. tvnfakty.pl
|
- Gdy wygrałam casting do filmu "Słodko-gorzki", widziano nas kilka
razy w Łodzi na Piotrkowskiej. Przy reputacji Władka to wystarczy. Tylko, że
ja w sprawach damsko-męskich jestem ostrożna. Poważne miłości - ostrożnie
wypowiada to słowo - takie, od których chodzą mrówki w brzuchu, były trzy,
może cztery. - Związki Anity są długodystansowe - potwierdza jej przyjaciel
ze szkoły, Piotr Szewczyk. - Żadnych flirtów. Wiadomo kto jest przyjacielem,
a kto narzeczonym". I jak przystało na dziewczynę z dobrego domu, wychowywaną w dyscyplinie,
może się i dziś pochwalić: "nie piję, nie palę, nie biorę narkotyków i
kleju też nie wącham. Jak mam dość, siadam do auta, jadę do mojego ukochanego
miejsca pod Przełęczą Salmopolską, patrzę na góry i po kwadransie mogę wracać
do świata".
Dzisiaj:
I tak oto dochodzimy do momentu, w którym w wyniku fuzji redakcji "Faktów" z
redakcją TVN24, Anitę awansowano na stanowisko prezenterki popołudniowych wydań
"Faktów", które po raz pierwszy poprowadziła 5 września 2003r. Zaś od stycznia
2004 prowadziła weekendowe wydania "Faktów" głównych. "Kamień w brzuchu - opisuje
swoje reakcje na stres - i nogi miękkie w kolanach. Ale raczej po trudnej próbie
niż przed nią. Tak było na popisach w szkole muzycznej. Przed występem skupiona,
gdy zabrzmiały oklaski, nie miała siły wstać od fortepianu, by się ukłonić.
Uczucie wróciło, kiedy prowadziła pierwsze Fakty".
To była prawdziwa sensacja, gdy 26-letnia dziewczyna, z najbardziej zmysłowymi
ustami w polskiej telewizji, usiadła na fotelu zwolnionym przez owianego legendą
Tomasza Lisa." A jak Anita radzi sobie z pokonywaniem stresu? - Ostra jazda
to moja terapia - mówi - Zdarza mi się jeździć bez celu, słuchając muzyki.
Wracam do domu okrężną drogą, odparowuję zmęczenie. Czasem śpiewam na głos i
stojąc na skrzyżowaniu, widzę rozbawienie innych kierowców".
|
|
Sesja zdjęciowa dla "Vivy".
fot. tvnfakty.pl
|
A efektem, tej niezwykle wyjątkowej terapii odstresowującej, było profesjonalne
wkomponowanie się w najpopularniejszy program informacyjny telewizji TVN.
Obdarzona wyjątkowo czystym i dźwięcznym głosem, przedstawia w charakterystyczny
dla siebie sposób, zapowiedzi materiałów, tak jasno i klarownie, z dbałością o
interpunkcję zdaniową i dykcję, iż na długo zapadają one w pamięć odbiorcy!
Wniosła do tego programu ogromną świeżość, oryginalność i dodała mu specyficznego
smaczku! Razem z popularnością przyszły też pierwsze rozczarowania i krytyka.
Jednak ambitna Anita nie poddaje się, gdyż wie, iż zawsze może liczyć na poparcie
wiernych fanów. Wielu internautów namiętnie rozpisuje się i dyskutuje na temat
jej urzekającego spojrzenia, unikatowej urody i ciągłych innowacjach fryzur.
Zaskarbiła sobie sympatię i uznanie wielu widzów, ale nie tylko widzów. Zbierała
przychylne opinie szefów, także na temat wyglądu zewnętrznego. Prezes TVN
Mariusz Walter, stwierdził na przykład, iż żałuje, że w studio TVN nie ma
wysokich schodów, po których Anita mogłaby w nieskończoność schodzić.
A jak odbierają Anitę jej przyjaciele?
"Agnieszka Wasiak, jej przyjaciółka, charakteryzatorka TVN, mówi, że powściągliwość
Anity i dystans to tylko barwy ochronne. - Gdy da się wyciągnąć na imprezę, nie
ma bardziej szalonej tancerki. Lubi śpiewać, kawały może opowiadać całymi godzinami!"
"Anita kocha pracę, ale nie pasuje do warszawskiego świata, do wyścigu szczurów -
twierdzi jej przyjaciel Piotr Szewczyk. - To dziewczyna, która urodziła się sto
lat za późno, jest zbyt wrażliwa, płaci za sukces za wysoką cenę i zbyt często płacze".
"O jej pedanterii krążą anegdoty. O bieliźnie układanej w kostkę według kolorów,
o tym, że po każdym kęsie jedzenia leci szorować zęby i że nawet gdy ma gości,
wymyka się do kuchni umyć po cichu parę talerzyków.
- Żelazkiem posługuje się jak XIX-wieczne damy wachlarzem - zachwyca się Piotr
Szewczyk. - To wszystko już legenda - mówi Anita. - Teraz gdy wracam do domu,
jęczę w progu: Boże, trzeba tu posprzątać, ale padam na kanapę i zasypiam w ubraniu".
"Z włosami w kitkę, dyskretnie pachnąca Miracle wsiada do czarnej Alfy 147 i włącza odtwarzacz na full. Głos Anny Marii Jopek zagłusza szum Marszałkowskiej. Wciśnięty pas bezpieczeństwa. Pomruk 120 koni mechanicznych, pisk opon. Taksówkarz, przed którego wcisnęła się na światłach, niemal nie wyskoczy. Chciałbym w takiej chwili widzieć minę
internauty, który nazwał Anitę "lodówką" i pisał, że od jej spojrzenia temperatura w studiu spada do minus 20 stopni." Tak ocenił Anitę Werner dziennikarz "Twojego Stylu".
|
|
Ze statuetką Wiktora.
fot. tvnfakty.pl
|
Anita z charakterystyczną determinacją i poświęceniem walczy - skutecznie - o swoje.
O wysokim poziomie i profesjonalizmie jej pracy, przekonała do siebie wszystkich
malkontentów, kiedy w marcu 2004 roku uhonorowana została statuetką Wiktora w
kategorii "Największe odkrycie telewizyjne roku".
"Anita Wiktoria Werner" - takie nagłówki pojawiły się w forszpanach wieczornych
"Faktów" TVN, 15 marca.2004 roku. Nagrodę odbierała wyraźnie wzruszona, pozwalając
sobie na "odrobinę prywaty", dedykowała Wiktora ojcu, mówiąc: "Mój tata, kiedy
na mnie patrzył - jak byłam mała, mówił, że dzieci, kiedy są małe, są takie
słodkie, że chciało by się je zjeść, a później żałuje się, że się tego nie
zrobiło... - tato mam nadzieje ze nie żałujesz!"
A tak wspomina ten moment w jednym z późniejszych wywiadów: "Kiedy usłyszałam moje nazwisko, nic nie myślałam. Cała się trzęsłam. Ucieszyłam się, że to Marek Kondrat będzie mi wręczał nagrodę. Grałam z nim w "Słodko-gorzkim". Wspominam go z sentymentem jako ciepłego i szlachetnego mężczyznę z zasadami".
O osiągnięciu sukcesu medialnego świadczyć też mogą czołowe miejsca w przeprowadzanych plebiscytach (Róże Gali, ranking najseksowniejszych VIP-ów przeprowadzony przez firmę DUREKS). Dotarła także do półfinału konkursu "Z Cinema do Cann", który polegał na tym, iż w magazynie CINEMA prezentowane były portrety aktorek (zdjęcia plus dossier zawodowe) wystylizowanych na bohaterki hitów filmowych.
Aktualnie unawana jest za jedną z najbardziej profesjonalnych, najseksowniejszych i najlepiej ubranych prezenterek telewizyjnych.
|
|
Specjalne wydanie "Faktów"
fot. tvnfakty.pl
|
Wracając do historii najnowszej, po raz kolejny pokazała swoją klasę w tragiczny
piątek, 3 września, kiedy to w TVN24 Anita przekazywała na bieżąco z ogromną
determinacją tragiczne doniesienia z Biesłanu. Pomimo widocznego już zmęczenia
(w pracy była od 3.30, zaś jej dyżur - rozpoczęty o szóstej rano, przeciągnął
się o ponad cztery godziny), wykazała się niezwykłym profesjonalizmem i opanowaniem.
Zaś około godz. 13, tego samego dnia, poprowadziła specjalne wydanie Faktów,
emitowane również w TVN. Następnego dnia przeprowadziła równie fenomenalne
wydanie Faktów o 19-stej - spokojna stonowana, nie epatowała tragedią, a jednak
na jej twarzy widać było ogromne poruszenie i przygnębienie. Jej wysiłek został
doceniony nawet przez osoby dotąd jej nieprzychylne, a od fanów napływały
gratulacje. W Internecie na forach internetowych i w gazetach rozpisywano się o
tej wyjątkowej relacji.
Wyraźnym poświęceniem i zdeterminowaniem w dążeniu do osiągnięcia celu, w pełni zasługuje na miano jednej z największych gwiazd telewizji TVN. Świadczą o tym chociażby nagłówki gazet: "Objawiła się nowa gwiazda Faktów", "Sukcesy najmłodszej prezenterki newsów w Polsce", czy niedawny udział Anity w popularnym programie Szymona Majewskiego "Mamy Cię", gdzie udowodniła, iż prezentowany przez nią chłód, to tylko sceniczny image, a tak naprawdę jest wyjątkowo ciepłą, a na dodatek niezwykle kulturalną osobą. Udziałem w programie podbiła serca kolejnych telewidzów!
|
|
Podczas magazynu "24 Godziny".
fot. tvnfakty.pl
|
Tym bardziej, dla wielu niezrozumiałą, wręcz bulwersującą i błędną decyzją władz TVN-u,
we wrześniu 2005 roku została odsunięta od prowadzenia głównych "Faktów" i
zdegradowana do prowadzenia popołudniowego wydania programu. Choć zdaniem rzecznika
prasowego TVN, Andrzeja Sołtysika, zamieszczonym w jednym z numerów dziennika
"Fakt": "Przesunięcie Anity nie jest jej degradacją. - Postanowiliśmy teraz
inwestować w pasmo przed godziną 17 i uważam, że ta zmiana nie oznacza degradacji
Anity". Te wyjaśnienia trudno uznać za poważne, biorąc pod uwagę różnicę
oglądalności telewizji TVN w okolicach godz. 17-stej i 19-stej. Brak klarownych
i sensownych wyjaśnień, zmusza do wyciągnięcia wniosków na własną rękę. Pomocne
okazują się tutaj następujące fakty: Anita została zastąpiona człowiekiem, który
dotychczas był reporterem oraz żoną szefa TVN24 i redakcji "Faktów", Adama
Pieczyńskiego - Justynę Pochanke. Jednak Anita w dalszym ciągu wykazuje się
ogromnym profesjonalizmem i nawet z wpadek technicznych jakie często się przytrafiają
wychodzi zwycięsko. Początkowo zaskoczona, ale po chwili już jak zawsze spokojna i
opanowana. Przykład: w czasie pogody nagle zamiast map pojawił się Józef Oleksy
nieruchomy wraz z towarzystwem. Anita musiała tłumaczyć się z tego i po raz
kolejny miała niespodziankę w postaci jakiegoś chochlika. Ale nie wybacza sobie
błędów. Kiedyś w serwisie przejęzyczyła się, mówiąc "lodomałacz". Wybrnęła
zgrabnie, ale potem katowała się: "lodomałacz, co to jest lodomałacz, dlaczego
do diabła powiedziałam lodomałacz?". Nie boi się ocen innych, bo sama jest dla
siebie bezlitosnym krytykiem.
|
|
W "Damie Pik".
fot. TVN24
|
Kolejne lata przyniosły karierze Anity kolejne nieoczekiwane zwroty akcji. W
listopadzie 2005 roku na antenie pojawił się pierwszy odcinek jej nowego,
autorskiego programu. Nadawana co miesiąc "Dama Pik" to cykl, którego bohaterkami
są znane i kontrowersyjne kobiety za świata polityki, kultury i biznesu. Do tej
pory Anita Werner gościła z kamerami TVN24 m.in. u Julii Tymoszenko, Dagmar
Havlovej, Eriki Steinbach, Hanny Suchockiej, Danuty Hübner, czy Agnieszki Holland.
Choć cykl zapowiadał się bez zarzutu, to niestety produkcja każdego odcinka trwa
całymi dniami, przez co autorka rzadziej prowadzi programy informacyjne.
"Prosto z Polski" - tak nazywa się kolejny z programów, którego prowadzącą została
Anita Werner. Po raz pierwszy poprowadziła go 29 stycznia 2007 roku. Poprowadziła ona
jednak zaledwie kilka wydań magazynu. Zastąpiła ją Joanna Kryńska. W czerwcu tego
samego roku Anita Werner prowadziła ostatni raz popołudniowe "Fakty", ale do
września wróciła do głównego wydania programu. "Fakty" w weekendy prowadzi w
duecie z Grzegorzem Kajdanowiczem. Anita Werner prowadzi również "Fakty po Faktach",
a od stycznia 2010 roku jest gospodynią "Faktów po południu".
Anitę Werner doceniają widzowie. W 2009 roku studenci dziennikarstwa przyznali jej
MediaTORa w kategorii TORpeda. W styczniu 2010 roku została natomiast laureatką
najbardziej prestiżowej nagrody, czyli Telekamery. Otrzymała ją w kategorii
Informacje i publicystyka.
Jutro:
No właśnie! Nie wiadomo, co przyniosą roszady medialne tej niezwykle ambitnej, utalentowanej i profesjonalnej dziennikarce jutro?! Ale cokolwiek to będzie, na pewno będzie tak oryginalne i perfekcyjne jak ona sama! A nam fanom, pozostaje życzyć jej tylko powodzenia we wszystkich decyzjach, jakie w najbliższym czasie podejmie!
Zapytana o plany na przyszłość "robi tajemniczą minę. - Mała Anitka jest już dużą Anitą - mówi tylko. - Wie, czego chce. Zostanie w Warszawie. Założy rodzinę. Stworzy dzieciom tak ciepły dom, jaki sama miała. Ale nie od razu, nie tak szybko - zastrzega. - Na razie zakochałam się w telewizji. Mimo jej wad. I przypomina motto swojego filmu: "Życie nie jest zepsute. Życie ma tylko słodko-gorzki smak".
|
|
Anita Werner prowadzi "Fakty", "Fakty po Faktach" i "Fakty po południu". O 19:00 towarzyszy jej Grzegorz Kajdanowicz.
fot. TVN/Krzysztof Dubiel
|
Artykuł napisany został przez Fanów Anity Werner.
Na naszym forum dyskusyjnym używają nicków:
Kamuii, Black Jack '62 i
Michos.
rzy opracowywaniu tekstu
autorzy korzystali z następujących czasopism: "Press", "Wprost", "Tele Magazyn",
"Viva", "Marie Clarie", "Twój Styl" i "Fakt".
|
Anita Werner
"Wszystko zawdzięczam ciężkiej pracy i zaufaniu jakie tutaj dostałam i absolutnie nie mam poczucia, że jestem niedoceniania.
"
czytaj całość
28.06.2010
|
|
|
subskrypcja:
Zapisz się - warto! :)
|
|