|
Tomasz Lis w ekskluzywnym wywiadzie dla stron tvnfakty.pl i tomaszlisnieoficjalnie.pl:
Jeśli byłem najlepszy, to po co miałem komukolwiek robić miejsce
Idź do strony:
1 |
2 |
3 |
4 |
5 |
6 |
7 |
8 |
9 |
10 |
11 |
12 |
Ale z "Gazetą Wyborczą" ma Pan dobre kontakty.
Dobre stosunki z gazetą nie oznaczają dobrych stosunków z każdym recenzentem.
Ja nie mam problemu z krytyką i jak po którymś z programów zadzwonił do mnie
Piotr Semka, że w jednym zdaniu swej surowej recenzji przesolił, to mu
powiedziałem, żeby się nie przejmował, bo ja z tym nie mam problemu. Idzie mi
tylko o to, żeby opierać krytykę i uszczypliwości na jakichś fundamentach, a
starałbym się unikać sytuacji, w których uszczypliwości na dziewiątej stronie
skonfrontowane z tym, co jest na pierwszej stronie, robią dość zabawne wrażenie.
Podobno starał się Pan także zaprosić premiera Tuska, ale nic z tego nie wyszło,
ponieważ premier miał być później gościem "Teraz my". W końcu nie przyszedł
nigdzie. Nie chciał sobie zrażać TVNu?
Być może.
Był Pan z nim umówiony?
Nie, to nie było nigdy "klepnięte". Więc w którymś tam momencie bali się, że
będzie niemiła sytuacja na linii kancelaria - ja, albo niemiła sytuacja na linii
kancelaria - TVN, więc zdecydowali się na wyjście kompromisowe i nie wystąpili
ani tu, ani tu, ale nie mam problemu. Minął sezon. Gośćmi byli Jarosław Kaczyński,
Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i prezydent Kaczyński,a w ostatnim odcinku
premier Tusk, czyli wszyscy najważniejsi ludzie w Polsce w tym programie w ciągu
siedemnastu odcinków wystąpili.
W pierwszym odcinku była nawet sonda uliczna, której nigdy potem już Pan nie powtórzył...
Ale nie dlatego, żebym przychylał się do krytycznych uwag tych, którzy uważali,
że to było bez sensu. To był całkowicie zamierzony manewr. Demonstracja pod
tytułem - ja tu jestem z wami, dla was i słucham waszych opinii.
Powtórzy Pan to kiedyś jeszcze?
Pewnie tak. Za siedem, osiem tygodni będzie rocznica wyborów, rocznica powołania rządu Tuska...
I znowu sam Pan wyjdzie na ulicę, czy kogoś wyśle?
Nie, myślę, że nawet na zasadzie pewnej klamry bardzo chętnie sam to zrobię.
Dlaczego rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim była nagrana wcześniej? Jakie warunki
stawiał Jarosław Kaczyński?
Nie było żadnych warunków. Ja oczywiście chciałbym mieć Kaczyńskiego i Tuska w
studiu na żywo, a najlepiej byłoby mieć ich jeszcze razem, tylko, że to było
nieosiągalne. Chciałem żeby Jarosław Kaczyński w programie wystąpił. Każdy kto
mniej więcej zna kontekst mojego odejścia z Polsatu wie, że problematyczny był
udział jego w programie w jakiejkolwiek formie, więc uważam, że lepiej w takiej,
niż w żadnej.
Obawiał się rozmowy z Panem na żywo w studiu?
Nie. Nie sądzę, żeby się obawiał. Kiedyś przyszedł przecież do "Co z tą Polską".
Ale potem już długo nie chciał przychodzić.
Potem oczywiście nie chciał przychodzić, ale mam wielką nadzieję, że jak nie we
wrześniu, to w październiku, a jak nie w październiku, to w listopadzie, gościem
będzie ponownie. Jest jednym z najważniejszych polityków w Polsce i moją ambicją
jest, żeby każda z tych najważniejszych osób w Państwie raz na parę miesięcy w
programie się pojawiała.
Jakie to uczucie, gdy rozmawia się z byłym premierem, który wielokrotnie w brutalny
sposób robił co mógł, aby odszedł Pan z Polsatu?
On czy jego ludzie, nieważne. Rozmawiając z nim ja w ogóle o tym nie myślałem.
Jest następne okrążenie. Zmieniając pracę ma człowiek na głowi większe problemy.
Ja przechodząc do Polsatu bardzo się tego bałem, bo na program informacyjny,
który się tam ukazywał patrzono w środowisku z przymrużeniem oka, a programu
publicystycznego nigdy wcześniej nie prowadziłem. Z mojego punktu widzenia było
to podwójne ryzyko. Ryzyko polegające na tym, że bałem się, że wizerunek Polsatu
przylepi się do mnie zanim ja zdążę ten wizerunek zmienić, a drugie, że mój
program "nie odpali". Przez trzy lata wydaje mi się, a nawet jestem pewien,
wykonaliśmy bardzo solidną robotę. Ja się będę upierał, że jeśli chodzi o zespół
reporterski, ten, który wtedy funkcjonował w Wydarzeniach, to on w żaden sposób
nie był gorszy od zespołu Faktów. I jak na wizerunek, punkt wyjścia, z którego
startowaliśmy, wykonaliśmy gigantyczną robotę. A wydania przy okazji śmierci i
pogrzebu papieża, czy przy okazji wyborów we Francji można pokazywać z dumą. Ta
grupa ośmiu, dziesięciu osób, reporterów z głównego wydania Wydarzeń to są bardzo
dobrzy dziennikarze, bardzo dobrzy reporterzy i uważam, że na pewno nie gorszy
zespół, niż zespół Faktów. Z tym większym smutkiem obserwuję pewną degrengoladę
tego programu, która też niestety łatwo jest odczytywalna z wyników. Tutaj
różnica polega na tym, że Fakty były bardzo dobrze naoliwioną maszyną albo jakby
ktoś chciał inaczej - parowozem rozpędzanym przez siedem lat. W sprzyjającym
otoczeniu, jeśli chodzi o to, jaki akcent, jaki nacisk kładzie cała stacja na
program informacyjny i z bardzo szybko rosnącym świetnym zapleczem TVN24 oraz
przy zachowaniu jednak autonomiczności Faktów w ramach tej struktury Fakty szły
równym kursem. Choć miałem satysfakcję, gdy po kilku miesiącach nadawania
Wydarzeń ze strachu przed nami TVN zdjął przed Faktami przerwy reklamowe. Teraz
one wróciły, ale Wydarzenia zamiast na tym skorzystać, straciły. A dziś, gdy
czasem włączam Wydarzenia to mam wrażenie, że to robi zupełnie inny zespół i
się zastanawiam, gdzie są Ci reporterzy, którzy główne wydanie przez te trzy
lata tworzyli. Czasem są. Bardzo często ich nie ma.
» czytaj dalej (5)
|
|
subskrypcja:
Zapisz się - warto! :)
|
|