|
Tomasz Lis w ekskluzywnym wywiadzie dla stron tvnfakty.pl i tomaszlisnieoficjalnie.pl:
Jeśli byłem najlepszy, to po co miałem komukolwiek robić miejsce
Idź do strony:
1 |
2 |
3 |
4 |
5 |
6 |
7 |
8 |
9 |
10 |
11 |
12 |
O Dalajlamie Pan nie chce mówić, a o Tonym Blairze?
Starania o to trwały pięć lat. To był nieustający lobbing u dwóch kolejnych
brytyjskich ambasadorów i trochę to psim swędem się udało. Ja już miałem wtedy
bilety wykupione na wakacje z dziećmi w ten tygodniowy weekend majowy i w tym
momencie dzwoni do mnie ambasador Wielkiej Brytanii i mówi: "Słuchaj, udało się,
będziesz miał ten wywiad". Bilety musiały pójść do śmietnika, ale powiedziałbym,
że wyrzuciłem je z radością. Udało się na ostatniej prostej, co było o tyle fajne,
że ten wywiad został wyemitowany dokładnie w dniu, kiedy Blair już oficjalnie
ogłosił, że na początku lipca 2007 roku przestanie być premierem. Oczywiście
bardzo się cieszę, że udało mi się zdążyć przed końcem jego rządów, bo to
jednak zawsze lepiej rozmawiać z urzędującym, niż z byłym urzędującym premierem.
Który z tych wywiadów jest dla Pana najważniejszy?
Najważniejszy był ten pierwszy mój duży, półgodzinny wywiad z Icchakiem Rabinem.
Piętnaście lat temu, 31 sierpnia.
Wtedy, gdy miał Pan tego newsa, którego Pan nie wykorzystał.
To inna sprawa. Ale przede wszystkim miałem wywiad z politykiem z absolutnie
międzynarodowego topu, o którym już kilkanaście dni później mówił naprawdę
cały świat, kiedy było podpisywane porozumienie z Arafatem w Waszyngtonie.
Okazało się, że można na skutek pięcioletniego lobbingu jak z Blairem, czy
dzikiego farta jak z Rabinem, bo to poszło jak z płatka i w taki sposób
zupełnie niespodziewany, dopiąć czasem swego.. To jest coś fajnego. Móc
porozmawiać przez dziesięć, dwadzieścia minut, czy tak jak z Dalajlamą przez
godzinę z najważniejszymi postaciami naszego świata.
W nadchodzącym sezonie Pański program będzie o 21:45, czyli nie będzie już
jednocześnie z "Na wspólnej". Uważa Pan, że to szansa na wzrost Pańskiej
oglądalności, czy to raczej dwie różne widownie?
Będzie o 21.40. A odpowiadając na Pana pytanie - nie, nieuchronny jest spadek
oglądalności. 30 minut później jest mniej widzów, niż 30 minut wcześniej.
Chociaż wszystko przed 22:00 to jest dalej świetny czas antenowy. Myślę,
że jest całkiem spora grupa ludzi, która poważnymi sprawami się interesuje
i która będzie to oglądać. Najbardziej podnoszące mnie na duchu, były trzy
najsłabsze wyniki w sezonie, ponieważ jeden to był wywiad z Dalajlamą, drugi
to była świetna rozmowa Frasyniuka i Wildsteina o Wałęsie, o IPN, o lustracji
pod meczem naszej reprezentacji przed Euro, a trzeci program pod świetnym meczem
Holandia Włochy na Euro. Ale to też nie spadło poniżej 23 proc. udziałów. Tak
naprawdę te trzy odcinki pokazały mi, że jest pewna wierna publiczność, dzięki
której nawet w bardzo trudnym otoczeniu, swoje można ugrać.
Pamiętam, że w "Faktach" jak był mecz, to Pan sobie stawiał telewizor i cały czas podglądał.
W "Faktach" był ten komfort, że przez te dwie, trzy minuty, gdy trwał materiał można było oglądać...
Potem się Pan mylił w zapowiedziach.
Pewnie nie raz się myliłem, ale i zapowiedzi wtedy pisałem wybitnie krótkie, więc
nie było nawet specjalnie miejsca na zbyt wiele pomyłek. Natomiast prowadząc
program taki jak teraz, trzeba być czujnym bez przerwy, więc oczywiście nie
miałem zielonego pojęcia, jaki jest wynik meczu, a jak już doszło do kolizji
z meczem polskiej reprezentacji z Chorwacją na Euro, to już wiedziałem, że sobie
nie daruję, więc z góry miesiąc wcześniej poprosiłem dyrektora TVP2, żeby tego
dnia mój program był później.
Nie było problemu?
Nie, ponieważ on doskonale mnie rozumiał i jako kibic i jako dyrektor anteny, że
akurat pójście na starcie z meczem reprezentacji, to byłaby absolutna śmierć.
Zresztą to była śmierć dla wszystkich programów, które się zderzyły wtedy z meczem.
Po odejściu z Polsatu mówił Pan wielokrotnie, że miał poczucie, że wisi na cienkiej
nitce. A jak było do tej pory w TVP?
Jak człowiek wypada z gry na dwóch zakrętach mając całkiem mocną pozycję wynikającą
chociażby z oglądalności programu, który prowadzi, to zdaje sobie sprawę, że nie
ma takiego zakrętu, na którym nie mógłby wypaść. Staram się nie myśleć o tym.
Dzisiaj myślę już o programie, który poprowadzę w najbliższy poniedziałek. Wiem,
że wszystko się może stać i staram się na wszystko być przygotowany, choć oczywiście
nie chciałbym, żeby liczba tych zakrętów i stresy, które temu towarzyszą przekroczyły
pewien próg. Diabli wiedzą, gdzie jest granica wytrzymałość człowieka. W którymś
momencie może nie mieć już ochoty i nerwów na branie kolejnych zakrętów i zaczynanie
od początku.
Pamiętam, że zarówno w Polsacie, jak i w TVN miał Pan bardzo eleganckie gabinety.
Na ścianach różne prezenty, wyjątkowe zdjęcia. Nie brakuje Panu tego teraz?
Eleganckie, to Pan solidnie przesadził. Nie. Kompletnie byłem nie przywiązany ani
do stanowisk do gabinetów, ani do tytułów, ani do funkcji, ani do pieczątek.
» czytaj dalej (8)
|
|
subskrypcja:
Zapisz się - warto! :)
|
|