|
ś.p. Marcin Pawłowski

W 1971 roku w Kielcach urodził się Marcin Pawłowski. Już jako uczeń próbował sił
w dziennikarstwie, współtworzył szkolną gazetkę "Nota Bene". W wieku 19 lat
rozpoczął współpracę z kieleckim "Echem dnia". Po studiach pracował w sportowej
redakcji gazety "Nowy Świat", a później w Radiu Kolor. Potem nadszedł czas kariery
telewizyjnej, którą zaczął w warszawskim oddziale Telewizji Polskiej, następnie
prowadził w TVP1 "Filmidło".
W 1997 roku trafił do tworzącej się właśnie telewizji TVN. Jako reporter zajmował
się tematami politycznymi, ale również i społecznymi. Jak nikt inny sprawdzał się
m.in. podczas relacji z pielgrzymki do Polski papieża Jana Pawła II, a także
podczas wielogodzinnej, nocnej relacji z amerykańskiego ataku na Irak. Był również
prowadzącym główne i wieczorne wydania "Faktów". Ceniony był za styl, prowadzenia
programu - spokojny i stonowany, ale jednocześnie luźny. Nie brak mu było zimnej
krwi i umiejętności.
Od 2002 roku Marcin zmagał się z chorobą nowotworową. Z tego powodu przez blisko
pół roku zniknął z ekranów. Niestety, walkę tę przegrał 20 listopada 2004 roku.
Kilka dni później został pochowany na Powązkach. Pośmiertnie otrzymał tytuł
Dziennikarza Roku w plebiscycie Grand Press.
Nie był wielki przez to, że gonił za sensacją i zbierał dziennikarskie nagrody -
był wielki przez wszystko, co robił: doskonałe materiały, profesjonalne prowadzenie
"Faktów" i godne znoszenie choroby, która go zabijała.
Marcin Pawłowski dawał nadzieję wszystkim, którzy zmagali lub zmagają się z chorobą
nowotworową. Każdym dniem udowadniał, że nie wolno się poddawać, że to nie rak
dyktuje warunki, ale On sam. Nie zniechęcał Go fakt, że lekarze dawali Mu 3 procent
szans na przeżycie, nie przybijały Go opinie na temat "łysych głów", które u Alicji
Resich-Modlińskiej wywoływały dysonans. On całym sobą udowadniał, że z chorobą można
i trzeba żyć - roztaczał plany na przyszłość, myślał o swojej rodzinie i pracy. Żył
przyszłością. Mało jest ludzi takich jak On. Bo któż potrafiłby kpić i żartować z
tak poważnej choroby? Któż wbrew radom wszystkich przychodziłby do pracy i pracował
tak ciężko?...
Marcin Pawłowski był człowiekiem odważnym i konsekwentnym. Nie bał się przyznać
przed wszystkimi widzami, że jest chory. Otwarcie wyznał, że praca pomaga mu walczyć
z chorobą. Pomagała Mu znosić ją psychicznie, choć fizycznie Go wykańczała.
Konsekwentnie pokazywał, że jest profesjonalistą i że da radę poprowadzić
kolejny program. Nawet wtedy, kiedy było z Nim już bardzo źle. Ale przecież
"Fakty" startowały w nowej oprawie i nowym studiu. Kto jak nie On - od początku
druga osoba po Tomaszu Lisie w programie - miałby zasiąść w dniu premiery w fotelu
prowadzącego? Wszyscy myśleli, że po odejściu ze stacji Lisa, Marcin stanie się
naturalnym jego następcą. On jednak trochę się tego obawiał, ale oczywiście radził
sobie świetnie.
Rodzina, przyjaciele, koleżanki i koledzy z różnych redakcji, w których Marcin
Pawłowski pracował, pamiętają Go jako pełnego ciepła i pozytywnej energii człowieka,
podśpiewującego pod nosem piosenki Kabaretu Starszych Panów. Pamiętają Go też jako
kogoś, kto umiał i lubił słuchać. Pewnie dlatego Jego dziennikarskie materiały
zawsze - niezależnie od tematu - mogły znaleźć się na najwyższej półce. Widzowie
"Faktów" zapamiętali Go z pewnością jako prowadzącego, który miał własny styl.
Przed kamerą zawsze zachowywał się swobodnie i na luzie. Warto też, żebyśmy pamiętali
Go jako człowieka pełnego nadziei i wiary w zwycięstwo. Potrzeba nam takich osób.
Do zobaczenia, Marcinie...
|
|
subskrypcja:
Zapisz się - warto! :)
|
|