|
Wywiad z Agnieszką Wróblewską
|
|
Agnieszka Wróblewska
fot. tvnfakty.pl
|
Wielu młodych widzów pamięta Panią z czasów popularnego programu "Twój problem,
nasza głowa". Jak pani je wspomina?
Bardzo dobrze. Od tamtej pory pracowałam przy różnych programach, ale nadal tzw.
Te-Pe to mój ulubiony. I chyba też najlepszy pod każdym względem. Był naprawdę
dopracowany, ciekawy i nie miało znaczenia to, że jest on dla dzieci. Po prostu
chcieliśmy robić dobry program.
Większość programów, które Pani prowadziła to audycje na żywo. Czy po tylu
latach praktyk towarzyszy Pani stres przed wejściem na wizję?
Nie denerwuję się gdy robię coś, co jest mi znane. Nie przeraża mnie, że coś się
może nagle wydarzyć nieprzewidzianego, np. zgaśnie światło- wiem, że sobie z tym
poradzę. Ale zawsze gdy robię coś po raz pierwszy, czy gdy mam zdjęcia próbne do
jakiegoś programu to wtedy towarzyszy mi trema jakby to był mój pierwszy w życiu
program. Przed akcją. Ale wystarczy, że się zacznie, że kamery pójdą w ruch i
wszystko mija. Na szczęście...
A żeby było śmieszniej najczęściej mylę się i najwięcej popełniam błędów kiedy
wiem, że program jest nagrywany do tzw. puszki.
Współprowadziła Pani program "Polski żywioł" w International TVN. Łatwo było
wczuć się w rolę prezenterki magazynu przeznaczonego dla Polonii?
To był magazyn dla ludzi, a że mieszkają trochę dalej... Poza tym ja też mam w
rodzinie i wśród znajomych osoby, które wyjechały za granicę więc większość
problemów była mi znana.
Praca w magazynach na żywo obfituje w wiele zabawnych sytuacji, które później
można zobaczyć m.in. w magazynach typu "Łapu-capu". Czy jakaś wpadka lub po
prostu śmieszna sytuacja na wizji zapadła Pani szczególnie w pamięć?
Tak często jestem gościem w "Łapu-capu", że ostatnio znajomy zapytał mnie czy
pracuję w Canale. Oczywiście wiele jest takich sytuacji, to nieuniknione w
programach na żywo (może właśnie dlatego je tak lubię). Jakiś czas temu
odebrałam na wizji telefon od widza, miało być rozwiązanie konkursu. A
usłyszałam dziecięcy głos :"Pani jest głupia, pani jest głupia!"
Często do programów dodzwaniają się niepełnoletni, czasem nawet małe dzieci.
Nierzadko można poznać po głosie, że ktoś nie ma ukończonych osiemnastu lat,
prośba o numer PESEL także eliminuje część młodych hazardzistów. Ale jak to
jest, kiedy nie da się zidentyfikować podczas połączenia osoby młodej, która
wygra jakąś nagrodę? Czy stosujecie jakieś dodatkowe środki sprawdzające?
Tak ale to nasza redakcyjna tajemnica- niech drżą ci, co chcą nas oszukać.
W najnowszym teleturnieju "No to gramy!" program jest prowadzony w parach. Sądzi
Pani, że to lepsze rozwiązanie?
Z przykrością muszę zaznaczyć, że tego programu już nie ma. Szczerze żałuję.
Naprawdę go lubiłam i lubiłam pracować z drugą osobą- to miło móc z kimś porozmawiać.
Formuła, których z dotychczasowych teleturniejów jakie miała Pani przyjemność
prowadzić podoba się Pani najbardziej? Tych pierwszych, kiedy także zawodnicy w
studio walczyli o nagrody, czy raczej woli Pani te obecne z wyłącznym udziałem
telewidzów?
Zdecydowanie wolę bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem. Więc lepiej mi tam,
gdzie są żywi ludzie w studio. Podobał mi się "No to gramy", bo był dowcipny i
inny od klasycznego programu callTV. Dobrze, że są telefony od widzów!
Kto wymyśla zagadki do programów? Prowadzący czy ktoś zupełnie inny?
Tym zajmuje się redakcja, ale i ja czasem swoje trzy grosze wcisnę i coś zasugeruję.
Zabawy emitowane w TVN mają z racji zasięgu większą oglądalność, a co za tym idzie
większe wygrane. W tych emitowanych tylko na antenie TVN Gra wygrane są znacznie
mniejsze, a często przez cały program nikt się nie dodzwania. Niektórzy widzowie
twierdzą, że wszystkie te zabawy interaktywne to jakiś przekręt, a "wolna linia"
nie istnieje. Dlaczego momentami tak trudno jest się dodzwonić do jakiegoś programu,
a nagrody gwarantowane wynoszą parędziesiąt złotych?
"Wolna linia", czy "otwarta" istnieje naprawdę. W każdym programie są widzowie
na antenie, którzy wygrywają! Jak to działa?- nie wiem, ale ja w ogóle mam problem
z techniką (jak to jest możliwe, że ja z kimś rozmawiam kto mieszka parędziesiąt
kilometrów ode mnie? Na dodatek bez kabla?!). Nagrody są różne, nawet na TVN
Gra. A umówmy się, że wygrać 100 złotych za jedno słowo w kilka sekund to
przecież niezły interes. Jasne, że nie każdy wygrywa. W toto-lotka też gram
i na razie nie wygrałam i nie mam do nikogo pretensji! Nigdy nie jest tak,
że przez cały program nikt się nie dodzwania. Zawsze jest przynajmniej kilku
zwycięzców-informacja sprawdzona.
Nagrywa Pani czasem swoje występy w telewizji i później je ogląda?
Tak. Właściwie to powinnam to robić zawsze, bo w ten sposób mogę nad sobą pracować.
Jak wygląda obecnie Pani typowy dzień pracy?
No nie da się ukryć, ze teraz pracuję krótko. Program trwa tyle ile trwa, bo jest
na żywo. Oczywiście muszę być wcześniej, żeby przejść przez charakteryzację.
Konkursy zwykle poznaję dzień wcześniej. Omawiam je z wydawcą przed programem.
Sumując jestem w pracy trzy - cztery godziny.
A czym zajmuje się Pani w wolnych chwilach? Ma Pani jakieś hobby?
No właśnie! Pracuję trzy godziny, mogłoby się wydawać, że mam dużo wolnego czasu...
Nic bardziej mylnego. Otóż jestem mamą dwóch dziarskich chłopaków. Jeden 4,5
drugi 1,5 roku. Kto to przeżył ten wie jak wygląda czas wolny.
Planuje Pani swoją zawodową przyszłość?
Nie. Ale mam nadzieję, że nie powiedziałam ostatniego słowa (a trzeba przyznać, że dużo mówię - prawda?)
Odwiedza Pani czasami serwis tvnfakty.pl? :)
No cóż... Ach te dzieci...
3.08.2006 | Wywiad przeprowadził: Szymon Sokół
|
Anita Werner
"Wszystko zawdzięczam ciężkiej pracy i zaufaniu jakie tutaj dostałam i absolutnie nie mam poczucia, że jestem niedoceniania.
"
czytaj całość
28.06.2010
|
|
|
subskrypcja:
Zapisz się - warto! :)
|
|