|
Ekskluzywny wywiad z Tomaszem Lisem
Idź do strony:
1 |
2 |
3 |
4 |
5 |
6 [fragmenty dźwiękowe]
|
|
Dedykacja na jednej z książek.
foto: Łukasz Ropczyński, tvnfakty.pl
|
Nie jest Panu przykro, że przez tyle lat ciężko budował Pan niezależność i
wiarygodność "Faktów", a teraz prowadzi je człowiek, który był główną twarzą
"Wiadomości" Roberta Kwiatkowskiego?
Nie chcę być hipokrytą, chcę z panem rozmawiać szczerze, więc naprawdę nie
spędza mi to snu z powiek, ale w momencie, w którym się o tym dowiedziałem,
uznałem to nie za ironię, ale szyderstwo losu.
Uważa Pan Kamila Durczoka za obiektywnego i niezależnego dziennikarza?
Uważam, że w życiu dziennikarza są momenty próby, kiedy na szali się kładzie
bardzo dużo albo wszystko. Nie chcę go recenzować, ale "Fakty" były budowane
na kontrze do "Wiadomości". Na kontrze także w tym sensie, że były programem
niezależnym, a "Wiadomości" były programem totalnie zależnym i - może odpowiadając
nie wprost - czy ja byłbym w stanie w tamtych "Wiadomościach" Roberta
Kwiatkowskiego prowadzić? Ani jednego dnia. To jest odpowiedź. Ale z drugiej
strony jest parę istotniejszych rzeczy niż ta rywalizacja. Chciałbym, żeby ten
program, tutaj się rozwijał, a jak myślę o "Faktach" to raczej przede wszystkim
mam poczucie satysfakcji. Pewien model programów informacyjnego, który - umówmy
się - na początku był wyśmiewany, zatriumfował. Na początku były szydercze,
drwiące, kpiące komentarze. Nikt tego nie pamięta dzisiaj, a tak było.
Amerykański dziennik, nowa formuła, no i co? I to jakoś zwyciężyło w skali j
ednego programu i myślę, że ta formuła zdominowała cały rynek. Ja się bardzo
śmieję, jak nieraz - to już najgłupsze, co czasem słyszę - że "Wydarzenia" to
są kopią "Faktów". To rozumiem, że sam siebie kopiuję? To chyba nie jest
naruszenie czyichś praw autorskich, co najwyżej moich własnych.
W najnowszym sondażu popularności prezenterów Kamil Durczok Pana wyprzedza.
Jak Pan to skomentuje?
|
|
Tomasz Lis jest niezwykle sympatyczną osobą. Na zdjęciu powyżej
pozdrowienia również dla przyjaciół :)
foto: tvnfakty.pl
|
Ja od trzech lat nie jestem prezenterem, więc nie wiem, w ogóle jak mogłem się
znaleźć w takim sondażu. Ja od prawie trzech lat nie wykonuję tej pracy. A który
byłem w tym sondażu?
Drugi.
No to myślę, że drugie miejsce w sondażu prowadzących, w sytuacji, kiedy od
prawie trzech lat nie jest się już prowadzącym, to fantastyczny wynik.
Niektórzy powinni się zastanowić, którzy byliby w sondażach po trzech latach
nie prowadzenia programu. Nie narzekam. Tak naprawdę bardzo mnie pan ucieszył.
W "Nie tylko Fakty" Pan się bardzo krytycznie wypowiadał o TVN24...
Nieprawda. Pozwoliłem sobie na kilka złośliwości. W sprawie TVN 24 w ciągu
paru lat zmieniłem zdanie.
Dlaczego Pan zmienił zdanie?
Bo dzisiaj prawdę mówiąc jest to moja ulubiona telewizja. To znaczy, to jest
telewizja, którą nie powiem, że oglądam na okrągło, ale są dni, kiedy podejrzewam,
że dwie, trzy godziny spędzałem oglądając TVN24, jest to stałe źródło informacji,
coś na absolutnie europejskim i światowym poziomie. Jak się patrzy na studio,
jak się patrzy na grafikę, jak się patrzy na wyposażenie techniczne, to
fantastyczna praca została wykonana - ukłony przed ludźmi, którzy to stworzyli.
Może mnie niektóre rzeczy drażnią, ale to są drobiazgi na tle tego wszystkiego,
co tam doceniam. To znaczy mega robota i - wie pan - jak tak czasami jeżdżę po
świecie i sobie przelatuję po kanałach i znajduję kanał informacyjny w innych
krajach, to widzę, że TVN24, to naprawdę jest Zachód. Gdyby tak inne sfery
życia w Polsce były tak blisko zachodu jak TVN24, który jest często lepszy
niż ta stacja całodobowa w Niemczech, niż kanał całodobowy w Paryżu. Naprawdę.
Czego brakuje TVN24? Według mnie starszych dziennikarzy, czasem się śmieję,
że tam już chyba przed maturą przyjmują, ale to akurat jest kwestia pewnej
luki pokoleniowej. Gdy ja zaczynałem, gdy my przychodziliśmy to była właściwie
spalona ziemia i potem jedno pokolenie dziennikarzy się narodziło, ale Ci
ludzie przeszli do innych programów, więc cały czas jest tak naprawdę dla
młodego człowieka, ambitnego możliwości są nieograniczone. Bo dzisiaj
dwudziestoczterolatek, zdolny, znający języki, pracowity, zostanie - będę
się upierał - przyjęty z otwartymi rękami przez każdą z dużych stacji
telewizyjnych, a po dwóch, trzech latach jest w stanie zrobić bajeczną
karierę. Jest na pewno trudniej niż wtedy, kiedy ja zaczynałem szesnaście
lat temu, ale uważam, że wciąż jest nieporównanie łatwiej niż na zachodzie,
gdzie żeby zostać research'erem w CNN trzeba uczestniczyć w gigantycznej
rywalizacji.
Nie obawia się Pan, że z powodu swojej niezależności znów może stracić pracę?
Wie pan, to jest zawsze możliwe. Niezależność to nie jest pies, którego się
prowadzi na smyczy, tej smyczy nie można ściągnąć, nie można popuścić. Jak się
ją w sobie ma, to siłą rzeczy zdarzają się sytuacje kłopotliwe, ale prawdę
mówiąc w zasadzie zawsze mi się to opłacało. Niektórzy momentami mieli łatwiej
niż ja, ale nikt tego kręgosłupa definitywnie mi nie złamał, a myślę, że w tym
zawodzie gdzieś na końcu liczy się to, jakie mamy nazwisko, jakie mamy twarze,
czy się nas za naszą niezależność szanuje, czy nie. To może w konkursach
piękności czy popularności jest niezauważone, ale gdzieś tam w jakimś tam
wewnątrzśrodowiskowym rankingu jest jak najbardziej zauważalne. Dziennikarze
wiedzą, kto nie daje ciała, kto jest niezależny, a kto jest świnią do kupienia.
Wyobraża Pan sobie inne miejsce pracy niż telewizja? Już następnej telewizji
nie ma, jak nie Polsat...?
Są poprzednie telewizje, za chwilę się stworzy następna telewizja.
Ale ogólnopolskich, dużych kanałów, do których Pan by mógł wrócić raczej nie ma.
Jest pan pewien?
Wątpię, żeby Pan chciał pracować w TVP.
Nie, to jest wykluczone, ale szczerze wracając do głównego pytania tak -
absolutnie wyobrażam sobie pracę poza telewizją.
» czytaj dalej (5)
|
|
subskrypcja:
Zapisz się - warto! :)
|
|